Porozumienie Klimatyczne weszło w życie – i co teraz?

4 listopada Porozumienie Klimatyczne weszło w życie. Nikt chyba się nie spodziewał, że tak szybko do tego dojdzie. Nie minął bowiem nawet rok od momentu jego przyjęcia na Konferencji Klimatycznej w Paryżu. Pozostaje jednak pytanie – co teraz?

Porozumienie Klimatyczne ratyfikowane w ekspresowym tempie

We kwietniu pisaliśmy o tym, ile brakuje do ratyfikacji Porozumienia z Paryża. I musimy przyznać, że nie bardzo wierzyliśmy, że tak szybko uda się doprowadzić do jego wejścia w życie. Jeszcze chyba nie zdarzyło się w historii międzynarodowych traktatów, żeby dokument tej wagi wszedł w życie w czasie krótszym niż rok od jego zatwierdzenia. Dla porównania – Protokół z Kioto zaczął obowiązywać dopiero 8 lat po przyjęciu.

Gdy w grudniu 2015 roku, podczas paryskiej konferencji klimatycznej COP21, udało się wykonać pierwszy krok, czyli osiągnąć międzynarodową zgodę w zakresie konieczności ograniczania emisji gazów cieplarnianych, to kolejny krok – ratyfikacja porozumienia – był przewidziany dopiero na 2020 rok (w optymistycznym scenariuszu na 2017).

Tymczasem proces ratyfikacji Porozumienia Klimatycznego przez poszczególne państwa przebiegał sprawnie, zwłaszcza w ostatnich dwóch miesiącach. Co jakiś czas media informowały o kolejnych krajach, które obiecywały przyjęcie tego dokumentu do końca 2016 roku. Ale nikt się chyba nie spodziewał, że najwięksi na świecie emitenci CO2, czyli – USA i Chiny – wspólnie ogłoszą, że ratyfikacja z ich strony stała się faktem.

porozumienie klimatyczne action now

Porozumienie Klimatycznie to dopiero początek / Źródło: World Bank @Twitter

Komu zawdzięczamy wejście w życie Porozumienia Klimatycznego?

Jeśli pamiętacie, to aby Porozumienie Klimatyczne stało się obowiązującą umową, musiały być spełnione jednocześnie dwa warunki. Pierwszy z nich to zatwierdzenie przez minimum 55 państw będących stronami Konwencji Klimatycznej. Drugi określał łączny poziom emisji gazów cieplarnianych przez te państwa na poziomie minimum 55%.

Ratyfikację rozpoczęły przede wszystkim państwa wyspiarskie, które zagrożone podnoszącym się poziomem mórz będą zmuszone do emigracji w niedalekiej przyszłości. Do tej grupy dołączyła nieco później m.in. Norwegia, ale do pełni szczęścia jeszcze sporo brakowało. Dopiero ogłoszenie ratyfikacji przez Baracka Obamę i chińskiego przywódcę Xi Jinpinga spowodowało, że we wrześniu liczba brakujących państw zmniejszyła się do 29. To nadal sporo, ale za to brakowało już tylko 15% globalnych emisji.

Skutek był taki, że po 3 września, gdy nastąpiła ratyfikacja przez USA i Chiny, kolejne kraje prawie na wyścigi składały dokumenty ratyfikacyjne. Do dnia dzisiejszego aż 100 państw dokonało oficjalnej ratyfikacji, w tym Brazylia, Meksyk, Kanada i Indie. W tej liczbie są także wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej odpowiadające za 12% globalnych emisji gazów cieplarnianych. I to właśnie dzięki decyzji Unii ogłoszonej światu 5 października wejście Porozumienia Klimatycznego stało się faktem. Hura!

porozumienie klimatyczne ratyfikacja UE

Porozumienie Klimatyczne ratyfikowane przez przedstawicieli Unii Europejskiej / Źródło: UN Photo/Rick Bajornas

Klimatyczna schizofrenia

Cały świat ucieszył się z tego faktu, ale to jedynie pierwszy i malutki krok na drodze do lepszego jutra. Dlaczego? Mimo dowodów naukowych i coraz częstszych skutków zmian klimatycznych mało kto się przejmuje zmianami klimatu. Przeważająca część społeczeństwa i rządów wciąż nie bierze na poważnie celów, które wynikają z treści Porozumienia z Paryża. Gdyby tak było, to należałoby już teraz poważnie zmienić nasze dotychczasowe życie i przestawić całkowicie globalną, węglową ekonomię na zero-emisyjną.

Przy okazji paryskiej konferencji klimatycznej COP21 pisaliśmy, że deklaracje krajów dotyczące ograniczania emisji gazów cieplarnianych i rozwoju energetyki odnawialnej są dalece niewystarczające. Ich realizacja oznaczałaby mniej niż połowę wymaganej redukcji emisji i pozwoliłaby w najlepszym przypadku na wzrost globalnej temperatury o mniej więcej 2,7°C. A przecież Porozumienie Klimatycznie mówi co innego, prawda?

porozumienie klimatyczne epa ziemia z kosmosu

Ta cienka warstewka zakończona żółtawą poświatą to atmosfera dzięki której żyjemy / Źródło: EPA

2°C to granica nieprzekraczalna

Naukowcy z UNFCCC ocenili, że wzrost średniej temperatury Ziemi o 2°C jest granicą nieprzekraczalną, ponieważ większy wzrost doprowadzi do jeszcze większej ilości fal upałów, susz, huraganów i powodzi, a poza tym jeszcze szybszego podnoszenia się poziomu mórz. A chcemy tego uniknąć, prawda?

Inni naukowcy wyliczyli, że nieprzekroczenie tych 2°C będzie oznaczało wyemitowanie maksymalnie 1 000 GtCO2eq , licząc od roku 2012. Biorąc pod uwagę fakt, że w latach 2012-2015 do atmosfery wypuściliśmy 157 GtCO2eq, na kolejne lata zostało nam 843 GtCO2eq. Rocznie emitujemy około 39 GtCO2eq, więc można wyliczyć, że przy obecnym poziomie emisji gazów cieplarnianych cała reszta zostanie wyemitowana w ciągu nieco ponad 21 lat.

Osiągnięcie wzrostu jedynie o 1,5°C wiąże się z budżetem węglowym mniejszym o prawię połowę (550 GtCO2eq). Prosta matematyka da nam wynik 393 GtCO2eq, które możemy wyemitować do atmosfery w ciągu najbliższych 10 lat. To już niedługo, to już zaraz! Jeśli nie chcemy podgrzewać Ziemi, musimy coś z tym zrobić. Dziś.

Według najnowszej analizy Oil Change International, utrzymanie w ryzach wzrostu temperatury naszej planety musi się wiązać z natychmiastowym ograniczaniem emisji. Natychmiastowym nie znaczy w ciągu najbliższej dekady albo dwóch. Natychmiast oznacza już teraz! Zobaczcie to sami na poniższym wykresie.

porozumienie klimatyczne scenariusze emisji

Jeśli chcemy utrzymać wzrost temperatury o 2°C, to tak muszą wyglądać scenariusze emisji / Źródło: Oil Change International

Zero emisji w 2065 roku

Bardziej prawdopodobny i realny jest scenariusz wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi o 2°C. Żeby się on ziścił, to w roku 2038 poziom emisji musiałby być o połowę mniejszy niż obecnie, a w 2065 roku emisje netto (emitowane vs. pochłaniane) muszą osiągnąć zero. Ale to nie koniec. Po tej dacie emisje stają się negatywne, co oznacza, że więcej ich pochłaniamy niż emitujemy. Brzmi jak science-fiction, ale z czym to się wiąże?

Ano ze światową rewolucją, bo jak inaczej nazwać stan, w którym 68% rezerw paliw kopalnych nie może zostać spalonych (jeśli bylibyśmy bardziej ambitni, to nawet 85%). Równolegle następuje ciągłe zwiększanie się udziału energii odnawialnej (to akurat można sobie wyobrazić). A do tego powszechne stają się technologie wychwytywania dwutlenku węgla (zwiększanie zalesienia jest oczywistością) oraz inne nowoczesne technologie, które pozwolą na obniżanie poziomu gazów cieplarnianych w atmosferze (a przecież już teraz mamy go ponad 400 ppm).

Ograniczenia w emisji dotyczyć będą wszystkich sektorów gospodarki – przemysłu, rolnictwa, transportu samochodowego i lotniczego. I dotkną każdego z nas, czy tego chcemy czy nie. Widzicie, że sytuacja nie wygląda wcale tak różowo (choć lepiej byłoby powiedzieć zielono) jak byśmy chcieli. Ale w końcu po coś to Porozumienie Klimatyczne zostało podpisane i ustanowione międzynarodowym prawem.

O czym będą dyskutować na COP22?

Przez najbliższe dwa tygodnie w Marakeszu będzie się odbywała kolejna Konferencja Klimatyczna. Będzie to również pierwsze posiedzenie stron, które zaakceptowały Porozumienie Klimatyczne i które teraz zajmą się jego wdrożeniem. Dlatego chyba konferencja COP22 będzie ważniejsza od tej z ubiegłego roku.

Po pierwsze, państwa będą musiały zacząć pracę nad tzw. nationally determined contributions (NDCs), czyli klimatycznymi planami działania po roku 2020. Wcześniej złożyły one wprawdzie już swoje propozycje, ale, jak już wspominaliśmy, były one dalece niewystarczające. Dlatego teraz cele redukcyjne muszą być dużo bardziej ambitne, a na dodatek będą musiały być zwiększane co pięć lat. To konieczne, jeśli myśli się o przejściu do gospodarki nisko- albo najlepiej zero-emisyjnej.

porozumienie klimatyczne cop22 action time

Porozumienie Klimatycznie ma swój ciąg dalszy na COP22 / Źródło: COP22 Facebook

Co więcej, strony Porozumienia muszą wypracować przejrzysty mechanizm, który będzie gwarantował odpowiednie monitorowanie i weryfikację obiecanych celów redukcyjnych. Konieczne będzie także stworzenie takich mechanizmów, które pozwolą na zaangażowanie sektora biznesowego w celu transferu technologii i tworzenia nowych.

Rozmowy podczas COP22 będą dotyczyły także mechanizmów wparcia dla krajów rozwijających się. W zeszłym roku ustanowiono fundusz klimatyczny, mający dostarczać 100 miliardów dolarów rocznie do roku 2020, ale nadal pozostaje pytanie – jak sprawić, żeby było to wykonalne? Poruszane będzie także zagadnienie tzw. mechanizmu strat i szkód w celu opracowania jego struktury oraz zasad efektywnego działania. Pewne jest jedno – tematów do klimatycznych rozmów na pewno nie zabraknie.

Czas zabrać się do roboty!

Wejście w życie Porozumienia Klimatycznego można niewątpliwie uznać za historyczny moment. W obliczu zmian klimatycznych światowi przywódcy pokazali, że trzeba działać razem i trzeba działać szybko. Warto by było, żeby obecny poziom zaangażowania nie zmalał i żeby ruchy na globalnej scenie politycznej (Trump prezydentem USA – niestety) nie doprowadziły do osłabienia znaczenia tej międzynarodowej umowy.

Na koniec warto przytoczyć słowa Posłańca Pokoju ONZ, czyli Leonardo DiCaprio, wypowiedziane na ceremonii podpisania Porozumienia Klimatycznego.


Powinny one rozbrzmiewać cały czas w głowach wszystkim ludziom, a zwłaszcza politycznym decydentom, którzy w Paryżu złożyli całej ludzkości najpoważniejszą w historii obietnicę. Oby wzięli sobie do serca te słowa i poczynili odpowiednie ustalenia podczas rozpoczynającego się dzisiaj szczytu klimatycznego COP22. A potem zaczęli działać.

 

Źródła: VOX, Oil Change International, Care About Climate, Carbon Brief, National Geographic Channel Polska

Zapisz

(Visited 53 times, 1 visits today)