Jak koronawirus wpłynie na kryzys klimatyczny?

Koronawirus sprawił, że świat już nigdy nie będzie taki sam. Ale świat zmieni na zawsze również kryzys klimatyczny, z którym już mamy do czynienia. Czy z obecnej pandemii możemy wyciągnąć jakieś wnioski w kontekście działań na rzecz klimatu?

Koronawirus dobry dla środowiska?

Mogłoby się tak w sumie wydawać po tym, jak w mediach pojawiły się grafiki obrazujące spadek stężenia tlenków azotu (pochodzącego ze spalin) nad chińskimi i europejskimi miastami. Ale to nie wszystko, bo przecież powstrzymana przez pandemię chińska gospodarka zużywa(ła) znacznie mniej prądu. Przełożyło się to na niższe o 25% emisje CO2 w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Można zakładać, że spadek emisji obejmie na jakiś czas całą planetę.

W sierpniu 2017 roku na blogu pojawił się tekst, że ocieplenie klimatu uziemi samoloty. Póki co to koronawirus, a właściwie decyzje poszczególnych krajów sprawiły, że ruch lotniczy praktycznie zamarł. Decyzja o zawieszeniu połączeń lotniczych ma ograniczyć rozprzestrzenianie się Covid-19 po świecie (chyba już za późno). Przy okazji do atmosfery dostanie się nieco mniej dwutlenku węgla i innych substancji spalanych przez samoloty (więcej w tekście pt. Jaki wpływ na środowisko ma latanie samolotem?).

Przyroda też dostrzega korzyści z pandemii. W Wenecji zwykle mętna woda kanałów i zatoki zrobiła się przejrzysta na tyle, że widać dno i pływające rybki. Po latach banicji z rzymskich fontann zaczęły korzystać kaczki. Dużo mniejszy ruch i hałas w miastach sprawia, że w końcu zwierzęta mogą sobie trochę bardziej pochulać. Wszystko fajnie, ale zapominamy w tym wszystkim…

Gdzie jest ryzyko?

Na wojnę zdecydowana większość państw jest przygotowana. Mają swoje zapasy, zabezpieczenia, procedury. Za to wszystko płacimy my, podatnicy, i to mimo minimalnego ryzyka wybuchu konfliktu zbrojnego na skalę globalną. Nawet globalni liderzy ekonomii i biznesu nie upatrują w wojnie potencjalnego ryzyka tylko właśnie kwestie środowiskowe.

globalne-ryzyka-2020-prawdopodobienstwo

Takie światowe ryzyka uznawane są za najbardziej prawdopodobne / Źródło: Global RIsk Report 2020

W przypadku pandemii koronawirusa, z jaką mamy do czynienia obecnie, system zabezpieczający praktycznie nie istnieje. Mamy swoje procedury w przypadku chorób zakaźnych, ale dla pojedynczych przypadków, nie gdy do szpitali mają trafiać setki czy nawet tysiące chorych dziennie. Dlaczego nie jesteśmy gotowi, gdy od lat naukowcy przewidują, że wybuch globalnej epidemii nie jest kwestią „czy” tylko „kiedy”? To „kiedy” dzieję się właśnie teraz. Polecam przy tej okazji krótkie wystąpienie Billa Gatesa w ramach TED albo serial na Netflixie pt. „Pandemia”.

A co z kryzysem klimatycznym? Co ze skutkami zmian klimatu? O globalnym ociepleniu wiemy od lat. Naukowcy badając modele klimatyczne przewidują wzrost globalnej temperatury o kilka stopni Celsiusza do końca stulecia. Do tego jeszcze zabójcze fale upałów, deszcze nawalne, susze, powodzie, pożary. Topniejące na całym świecie lodowce podniosą nam poziom mórz i oceanów nawet o kilka metrów. I co z tym robimy? Raczej niewiele. Czy dlatego, że nie czujemy namacalnie zagrożenia? A może dlatego, że negatywne skutki emisji gazów cieplarnianych wystąpią dopiero za kilka dekad i najbardziej dotkną następne pokolenia i biednych (czyli nie nas)?

Ludzie nie ogarniają katastrofy klimatycznej

Problem leży oczywiście w nas. A konkretnie w ludzkiej psychice. Podobnie jak w przypadku zmian klimatycznych, nasza zbiorowa zdolność do stawienia czoła pandemii jest kształtowana przez nasze mózgi. Tyle tylko, że kiepsko nam wychodzi myśleniu o jutrze. Koronawirus zagraża nam przecież tu i teraz.

Potwierdza to Elke Weber, behawioralny naukowiec z Uniwersytetu Princeton. Według niej nauka o klimacie jest trudna do przetworzenia i trudno się jej bać. W końcu żyjemy tu i teraz i nie umiemy podejmować decyzji, których konsekwencje poniesiemy w nieco dalszej przyszłości.

koronawirus-srodowisko-kryzys-klimatyczny

Czy ludzie w zderzeniu z pandemią koronawirusa staną się bardziej odpowiedzialni za los Ziemi? / Źródło: opracowanie własne na podstawie zdjęć Fusion Medical Animation oraz The New York Public Library

Chciałbym wierzyć, że koronawirus i cała kryzysowa sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, sprawi, że ludzkość nieco zmieni swoje podejście do korzystania z planety. Że się opamiętamy i zauważymy, że zysk nie jest najważniejszy. Że ludzkie życie jest naprawdę kruche w starciu z siłami natury. Czy to w postaci wirusów, które krążą po świecie czekając na odpowiedni moment, żeby rozpocząć zarazę. Czy jako huragany, upały, susze, pożary czy inne klęski żywiołowe wywołane rosnącym stężeniem CO2 w atmosferze.

Jak to jest, że gdy szef WHO staje przed kamerami i mówi, że cały świat ma zostać w domu, że trzeba myć ręce i robić testy, to wszyscy go słuchają? A gdy na forum międzynarodowym wypowiadają się przedstawiciele UNFCCC albo IPCC tłumacząc, że konieczna jest pilna dekarbonizacja, to w tym temacie niewiele się dzieje?

Co będzie, jak czas pandemii przeminie?

Nic nie wiadomo, żeby koronawirus zmieniał ludzki genom na tyle, żeby zasiać w nas troskę o środowisko i klimat naszej planety. Jedna z badaczek trendów – Li Edelkoort – stwierdziła ostatnio, że wirus spowodował „kwarantannę konsumpcji”. Ma też pokazać ludzkości, że żyjemy na planecie o skończonych zasobach. Możliwe, że jakiś odsetek społeczeństwa, korzystając z przymusowego ograniczenia normalnego życia, faktycznie głębiej się nad tym zastanowi.

Ale szczerze mówiąc ja w to wątpię. Nie dlatego, że mój wrodzony optymizm przegrywa walkę z moim wrodzonym pesymizmem. Raczej patrzę przez pryzmat realnych działań państw, korporacji i ludzi. A te do tej pory raczej nie dawały wielkich nadziei na poprawę sytuacji związanej z kryzysem klimatycznym. I nie sądzę, że jak już pandemia zostanie zażegnana, to cały świat stanie się ekologicznie zorientowany. Że ograniczymy konsumpcję, że przestaniemy latać na wakacje w tropiki. Albo że rządy odetną finansowanie paliw kopalnych a korporacje zamienią rosnące zyski na zmniejszanie śladu ekologicznego. Na dodatek przestaniemy korzystać z komunikacji miejskiej w obawie przed zarażeniem. Podobnie sceptyczna jest nasza rodzima badaczka trendów Natalia Hatalska – polecam przeczytanie jej tekstu o świecie po koronawirusie.

koronawirus-klimat-mem

Tak to właśnie wygląda / Źródło: memecreator.org

Boję się, że gdy świat zacznie wracać do normy za te kilka a raczej kilkanaście miesięcy, to okaże się, że wszystkie środki zostaną skierowane na odbudowanie gospodarek. Poluzowane zostaną środowiskowe obostrzenia dla wielu branż. Zacznie się wielka odbudowa utraconych wskaźników wzrostu gospodarczego. Już pojawiają się pomysły, żeby wyłączyć unijny system handlu emisjami i zapomnieć o Europejskim Zielonym Ładzie, który dopiero co został ogłoszony. Bo przecież co jak co, ale musimy przecież odrobić ten cały straconych czas i zarobek, który nam zabrał koronawirus.

I może właśnie dlatego przydałaby nam się…

Klimatyczna kwarantanna

Jak mógłby wyglądać świat, w którym adekwatnie do powagi sytuacji wprowadzono by klimatyczną kwarantannę? Skoro w obliczu pandemii koronawirusa praktycznie wiekszość ludzi, firm i całych państw ograniczyła swoją normalną i szkodliwą dla środowiska działalność, to może trzeba by odgórnie wprowadzić adekwatne środki skoro mamy do czynienia z kryzysem klimatycznym?

Proponuję zatem:

  • ogólnoświatowy podatek węglowy – oczywiście podatek musiałby być sprawiedliwy i uwzględniać najwyższe stawki dla tych firm i państw, które najbardziej przyczyniają się do kryzysu klimatycznego;
  • całkowity i natychmiastowy zakaz finansowania paliw kopalnych;
  • ogromne dofinansowanie zielonych technologii (OZE, magazynowanie energii, efektywność energetyczna), żeby szybko przeprowadzić dekarbonizację;
  • dużo ostrzejsze limity emisji CO2, bo póki co Porozumienie klimatyczne z Paryża na niewiele się zdaje;
  • ograniczenie działania zakładów produkcyjnych powodujących największe emisje gazów cieplarnianych;
  • limit na latanie samolotem – po pandemii i tak będziemy się bali latać, ale zamiast zbierać mile, będziemy mogli skorzystać z lotniczego budżetu węglowego (np. 600 gCO2 na rok na osobę);
  • mikrowyprawy jako podstawowa forma wyjazdów wakacyjnych;
  • wycinanie drzew tylko w uzasadnionych przypadkach, a nie z automatu i dla zysku;
  • wielka akcja ochrony istniejących naturalnych pochłaniaczy węgla (lasów, mokradeł);
  • budżet węglowy na zakupy, które nie są nam niezbędne do życia – zwiększenie budżetu tylko na podstawie pisemnego uzasadnienia;
  • zakaz kupowania większej ilości jedzenia niż to konieczne (żeby ograniczyć marnowanie jedzenia);
  • jazda autem po mieście tylko w uzasadnionych przypadkach;
  • więcej telekonferencji, mniej delegacji (zwłaszcza na nic nie znaczące korporacyjne pogaduchy);
  • coś jeszcze by się na pewno znalazło (czekam na propozycje).

Koronawirus nas przeraża. I dlatego w imię walki z pandemią godzimy się na ograniczenie naszej wolności. Czy w imię ratowania ziemskiego klimatu i ograniczania skutków globalnego ocieplenia bylibyśmy w stanie zgodzić się na podobne ograniczenia?

 

(Visited 587 times, 3 visits today)