Czy życie zero waste jest łatwe?

Nazywam się Janusz i… staram się prowadzić życie zgodnie z ideą zero waste. Łatwo nie jest, ale czego się nie robi dla środowiska naturalnego, prawda?

Skoro coming out mam już za sobą, to na dobry początek opowiem, co to w ogóle jest, to całe zero waste (bo są pewnie tacy czytelnicy, którzy nie wiedzą). W uproszczeniu, to styl życia związany z minimalizacją wytwarzania odpadów, ograniczaniem konsumpcjonizmu oraz ponownym wykorzystywaniem przedmiotów (np. poprzez naprawę). Jego główne zasady to tzw. 5R:

  • refuse (odmawiaj),
  • reduce (ograniczaj),
  • reuse (wykorzystaj ponownie),
  • recycle (recyklinguj),
  • rot (kompostuj).

Dla niektórych jest to ideologia, a dla mnie jest to po prostu jeden ze sposobów na bardziej ekologiczne życie.

A skąd się w ogóle dowiedziałem, że istnieje coś takiego jak idea zero waste? Otóż zgłębiając temat ograniczania odpadów w miastach, natknąłem się na kilka ciekawych stron opowiadających o zero waste w domowej skali, a na dodatek w języku polskim (np. Ekologika.edu.pl, Ograniczamsie.com czy Nanowosmieci.pl). Ciekawość plus ekologiczna odpowiedzialność za świat w skali gospodarstwa domowego sprawiły, że zacząłem wdrażać poszczególne zero odpadowe zasady w życie.

Nieświadome zero waste

Nie myślcie jednak sobie, że wcześniej żyłem w błogiej nieświadomości wpływu człowieka na środowisko naturalne. Na zakupach już dawniej korzystałem z własnego plecaka lub torby, choć wspomagałem się też papierowymi tytkami. Nie jestem oczywiście bez grzechu, bo brałem także foliowe torby, no ale kto tego nie robił, niech pierwszy rzuci foliówką! Na swoje usprawiedliwienie dodam, że korzystałem z tych plastikowych torebek przy innych okazjach, więc nie poszły od razu na zmarnowanie (tak jak statystyczna większość z nich). Z kolei segregacja odpadów w moim domu jest już od lat standardem.

zero waste jednorazowe opakowania

Chcesz się dołożyć z kolejnymi jednorazówkami? Chyba nie! / Źródło: zasoby własne

Szalony konsumpcjonizm to również nie moja bajka. Nie wierzycie? Oto dowody – od 10 lat mam ten sam plecak (pani krawcowa jedynie naprawiła naramienniki) i zanosi się na to, że przeżyje ze mną co najmniej kolejną dekadę (plecak, nie krawcowa). Kurtkę jesienno-wiosenną kupiłem, gdy przeprowadzałem się do Poznania (czyli 10 lat temu) i nadal jest w stanie nadającym się do wyjścia na ulicę (mam świadków!). Skórzane buty kupione w Decathlonie mają ponad 5 lat i nic im nie dolega, może poza tym, że szewc musiał wkleić zapiętki.

Moja rodzina ma już chyba wszystkie najbardziej niezbędne do życia domowego przyrządy kuchenne. I nic więcej nam nie potrzeba, serio! Wspominam o tym na wypadek, gdyby ktoś z rodziny to czytał i zastanawiał się nad prezentami gwiazdkowymi… Generalnie nie potrzebuję nic ponad to, co już mam. I dobrze mi z tym. Zresztą Filip, który jest minimalistą i oszczędza, gdzie tylko się da, też tak ma. Ba, gdyby tak nie miał, to by ze mną tego bloga nie pisał, ha!

Zasady zero waste w praktyce

Podczas poszerzania wiedzy na temat zero waste okazało się, że te moje wcześniejsze zachowania pasowały do bezodpadowej idei. Ale dowiedziałem się też, jak wiele można poprawić, żeby osiągać kolejne poziomy zero waste’owego wtajemniczenia (trochę jak w grze RPG).

W praktyce życie zgodne z tymi zasadami może sprawiać nieco problemów, zwłaszcza na początku. Nie twierdzę, że stosuję się w 100% do wszystkich tych zasad. Przede wszystkim nie mam kompostownika, choć dzięki pomysłowi Agnieszki w niedalekiej przyszłości może go sobie sprawię? Ponowne wykorzystanie przedmiotów też jest ograniczone (to nie ta pomysłowość co u Julki), ale wiele rzeczy, które mogłyby wylądować w koszu, dostają drugie, choć czasem ciężkie życie (np. jednostronnie zadrukowane kartki, pudełka po butach, czy nawet rolki z papieru toaletowego).

Są jednak pewne rzeczy, nawyki nawet, które weszły mi już w krew. Jesteście zainteresowani? To czytajcie dalej 🙂

Co robię, żeby być (w jakimś stopniu) zero waste i nie zwariować?

  • Planuję zakupy, bo to wygodne i praktyczne podejście (mała podpowiedź: listę zakupów w smartfonie trudniej zgubić). Planowanie pomaga też ograniczać marnowanie jedzenia.
  • Idę do sklepu z własnymi pojemnikami, torbami materiałowymi i plecakiem. Czasem wykorzystuję też torbę listonoszkę. A jak coś się już nie mieści, to niosę po prostu pod ręką.
zero waste pudelka na zakupy

Do zakupów zero waste trzeba się przygotować / Źródło: zasoby własne

  • Wprawdzie foliówki to zło, to jednak te, które zostały w domu z czasów sprzed zero waste, można spokojnie wykorzystać ponownie, np. do transportu brudzących sprawunków, typu ziemniaków (albo kartofli, albo pyrów – w zależności od regionu).
  • Mam stałą trasę zakupową i najczęściej odwiedzam sprawdzone sklepy, w których bez problemu mogę zrobić zero waste’owe zakupy (dla zainteresowanych tutaj jest dość użyteczna mapa). Sprawdźcie sami, bo na pewno coś się znajdzie w waszej okolicy.
  • Okazjonalnie korzystam też z asortymentu poznańskiego, bezopakowaniowego sklepu BIOrę (głównie dla żelków).
  • Od dawna nie kupuję już wody butelkowanej. Piję wodę z kranu albo przefiltrowaną. Dlaczego? Bo żeby nalać do plastikowej butelki litr wody, trzeba zużyć ćwierć litra ropy i dwa litry wody – totalnie bez sensu!
zero waste w podrozy bidon

Zestaw podróżny, czyli własny bidon i pudełko na przekąski / Źródło: zasoby własne

  • Na wszelkie wyjazdy zabieram własną szklaną butelkę. Bez problemów uzupełniałem już wodę w różnych miejscach, np. na stacji benzynowej (ale nie z dystrybutora:) czy w hotelu, a nawet w Browarze Miedzianka (tylko wodę:).
  • Pieczywo wkładam do własnego bawełnianego worka, do swojego pojemnika na drugie śniadanie, albo po prostu do ręki. W stanie najwyższej konieczności korzystam z papierowej torebki (bez plastikowego okienka).
  • Kupując jakieś pakowane produkty (nie da się ich raczej uniknąć), wybieram te, których opakowania mogą być wykorzystane w procesie recyklingu, np. szklane, albo opakowania Tetra Pak w przypadku mleka, bo akurat mleko z mlekomatu się nie sprawdzło (kwestia smaku).

Warto sprawdzać, czy dane opakowanie nie powstało z materiału pochodzącego z recyklingu / Źródło: zasoby własne

  • Zwracam również uwagę na to, czy opakowanie albo produkt pochodzi z recyklingu (np. tekturowe pudełka, papier toaletowy, nawet ubrania).
  • Jeśli życie mnie nie zmusza, to nie używam jednorazowych przedmiotów (kubeczków, talerzyków, sztućców czy słomek).
  • Do sprzątania sprawdza się rozcieńczony ocet (bez problemu umyłem nim okna), a do mycia rąk służy mydło w kostce (własnoręczne kosmetyki to nie moja bajka).

Część z powyższych punktów jakoś sama weszła mi w nawyk, ale część z nich wdrożyłem ucząc się od zero waste’owych ekspertów.

Poradniki zero waste

Poza blogami, o których wspomniałem na samym początku, dla chętnych zgłębienia tematu proponuję zapisanie się np. do grupy na Facebooku Zero Waste Polska. Można tam znaleźć dużo ciekawych pomysłów na to, jak radzić sobie z bezodpadowym życiem, ograniczaniem ilości śmieci w domu czy ich segregacją. A jeśli nie lubicie Facebooka, to możecie poszukać video-poradników, jak chociażby ten prowadzony przez Laurę Singer. Ostatnio jednak pojawiły się w księgarniach przynajmniej dwie książki o tematyce zero waste.

Pierwsza z nich, która do mnie trafiła, to “Pokochaj swój dom” autorstwa najsłynniejszej zero wasterki świata, czyli Bei Johnson. Może wizualnie i tytułowo (w oryginale jest “Zero Waste Home”) nie zachęca, ale zawartość jest tu bardziej istotna. Mnie osobiście wprawdzie nie porwał poradnikowy styl książki oraz ciągłe wspominanie o toksyczności wszystkiego dookoła. Tak samo nie przekonuje mnie część porad, których efekt środowiskowy jest odwrotnie proporcjonalny do czasu, zaangażowania i poświęcenia związanego z ich wprowadzeniem w życie. Ale trzeba oddać Bei to, że bardzo dużo pomysłów i podejścia do życia jest bardzo sprytnych. Myślę, że w którymś momencie uda mi się je zaadaptować do swojego życia.

pokochaj swoj dom bea johnson

Książka do zgarnięcia, a obok moja zero waste’owa wtopa 😉 / Źródło: zasoby własne

Nie będę się o tutaj więcej rozwodzić o tej książce, bo dużo ciekawsze recenzje przeczytacie u Agnieszki-Ekologiki oraz Doroty z Ekoeksperymentów. Jeśli chcecie poznać bardziej polskie podejście do zero waste, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po drugą książkę w tej tematyce, czyli “Życie zero waste” napisanej przez prowadzącą bloga Ograniczamsie.com. O tej książce też przeczytacie na wspomnianych wcześniej blogach, czyli tutaj i tutaj. Myślę, że po jej lekturze łatwiej Wam będzie żyć z mniejszą ilością śmieci pod jednym dachem.

Równowaga między ekologią a komfortem

Oczywiście jest jeszcze cała masa dodatkowych sposobów na ograniczanie ilości odpadów, ponowne użytkowanie przedmiotów czy samodzielne wytwarzanie kosmetyków. Ale trzeba jednak powiedzieć, że styl życia zero waste nie jest dla każdego. To znaczy może być, ale bardzo często rzeczywistość i uwarunkowania rodzinno-finansowe stoją wyżej w hierarchii od ekologicznego życia (np. paczkowana tańsza żywność vs dwie bio marchewki bez opakowania).

zero waste zafoliowane warzywa

A nie łatwiej kupić warzywa luzem, bez zbędnych tacek i folii? / Źródło: zasoby własne

Dla niektórych będzie to więc nie do przeskoczenia, ale warto pokazywać, że są też proste i tanie sposoby na zakupy bez opakowań. Możliwe, że ktoś dojdzie do refleksji, że faktycznie nie musi zawsze brać foliówek na zakupach. Albo że woda z kranu jest równie dobra co ta z butelki PET (jeśli nie lepsza). I że jest to dużo tańsza alternatywa. Jak już ktoś zacznie, to zobaczy, że…

Zero waste daje satysfakcję

Choć równie często bywa frustrujące, gdy wkładamy więcej proekologicznego wysiłku niż inni, a dookoła widzimy całą masę ludzi, którym jest całkowicie obojętne, czy wezmą zrywkę dla jednej papryki albo mechanicznie sięgają po foliówkę przy kasie. Trudno też jest wtedy, gdy trzeba nauczyć się odmawiać foliówek, zbędnych prezentów, darmowych gadżetów czy kolejnych zabawek dla dzieci. Ale bywa też zabawne i dopingujące, gdy w codziennych próbach zdarzają się wpadki. Na przykład kawa we własnym kubku, ale przygotowana w jednorazowym, żeby potem sobie przelać (sic!).

zero waste zakupy bez opakowan

Zakupy zero waste dają satysfakcję 🙂 / Źródło: zasoby własne

Jeśli nie chcecie stać się ortodoksyjnymi wyznawcami zero waste, to musicie ustalić swoje własne zasady i mierzyć siły na zamiary. Wdrażać te zasady, które są dla Was wykonalne i dadzą satysfakcję. Na trudniejsze przyjdzie pora później (albo i nie). Najważniejsze to trzymać równowagę między normalnym życiem a życiem zero waste. Może tym sposobem, krok po kroku, statystyki produkcji odpadów w Polsce zaczną spadać.

Kto chce książkę?

A teraz uwaga! Zgodnie z duchem zero waste kupowanie książek nie jest wcale konieczne, więc z tej okazji mam do przekazania jeden egzemplarz książki Bei Johnson “Pokochaj swój dom”. Za darmo! Ale pod warunkiem, że osoba, która ją otrzyma, po przeczytaniu przekaże ją komuś, by dalej nieść zero waste’owy kaganek oświaty. Czekam na znak od zainteresowanej osoby w komentarzach – kto pierwszy, ten lepszy! 🙂

(Visited 194 times, 2 visits today)